Jedna z ogólnopolskich gazet zorganizowała akcję poszukiwania w Tatrach niedźwiadka. Na szlaki wyruszyli 14-latkowie.
Jedna z ogólnopolskich gazet wymyśliła akcję, która wzburzyła nawet najspokojniejszych górali. Ogłosiła operację pt. "Na tropie Puchasia" i zachęcała do wzięcia w niej udziału. Na odzew nie trzeba było czekać: na tatrzańskie szlaki w poszukiwaniu 2-letniego niedźwiadka, który rzekomo zaginął swojej matce, Siwej, wyruszyli - jak chwali się w czwartkowym wydaniu sama gazeta - 14-letni gimnazjaliści z jednego z podkrakowskich gimnazjów. Ta ekipa, według relacji dziennika, przeszukuje okolice Doliny Kościeliskiej. Druga grupa "entuzjastów" z Polski, której przewodzi "prawdziwy znawca gór", 19-letni Bartek z Łodzi - podaje autor artykułu - będzie penetrować rejon od Hali Kondratowej do Czerwonych Wierchów.
- Ta jakiś żart? - pytają zdumieni fiakrzy z Doliny Kościeliskiej, których wypytujemy o akcję tropienia niedźwiedzia. Gdy pokazujemy gazetę z artykułem górale, którzy z Tatrami są obeznani jak mało kto, nie kryją oburzenia. - Pani, to przecież zabójstwo! Żeby dzieci wypuszczać na poszukiwanie niedźwiadka! To przecież się w głowie nie mieści normalnemu człowiekowi! - komentują. Mówią, że w rejonie samej Kościeliskiej chodzą cztery niedźwiedzice.
- No niech który dzieciak natrafi na taką matkę z małymi, to tragedia murowana! - kręcą z niedowierzaniem głowami. - Czy to ludziom już do reszty odbija?
Zszokowani pomysłem redakcji są pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego.
- Nawet nie chcę tego komentować! - mówi zdenerwowany Filip Zięba, pracownik TPN, specjalista ds. fauny w parku. - Dowiedziałem się o tej przedziwnej akcji dopiero wczoraj. Z tego co słyszałem, nikt dyrekcji TPN nie poinformował o poszukiwaniach. Zresztą, nie rozumiem w ogóle po co ta cała akcja? Kogo szukają? Tatusia dla niedźwiadka? Domyślam się, że gazeta ta ma jakieś większe plany co do tej operacji, że raczej poszukuje 14-latka zagryzionego przez niedźwiedzicę... - ironizuje Filip Zięba.
Parkowcy podkreślają, że nie wiadomo czemu ma służyć cała afera wokół dwulatka. Bo nawet nie wiadomo na pewno czy niedźwiadek zaginął, czy został tylko odstawiony przez matkę, co o tej porze roku, gdy niedźwiedzice są w okresie rui, jest normalne. Poza tym dwulatki nie trzymają się już tak blisko matki jak jednolatki, ale uczą się samodzielności wędrując w sporej, nawet do pół kilometra odległości od niej. Co może okazać się szczególnie niebezpieczne dla 14-letnich "tropicieli" misia. Mogą bowiem znaleźć samotnie wędrującego niedźwiadka a przy okazji... jego potężną, agresywną, bo broniącą swoich dzieci, matkę.
Jak zaznacza Filip Zięba, sam dwulatek może być już też niebezpieczny: ma ponad 40 kilogramów i całkiem ostre pazurki. - Nie ma sensu użalać się nad niedźwiadkiem, bo nawet gdy zginął, to takie są prawa przyrody. Musimy pamiętać, że są to dzikie zwierzęta i nie można im dorabiać ludzkich cech - zaznacza specjalista ds. fauny, który monitoruje życie tatrzańskich niedźwiedzi.
Halina Kraczyńska